Gloria i sława na Instagramie. Jak budować społeczność igersów?

W krwi Glorii Zienciny-Kawuli płyną zdjęcia i hashtagi. O Instagramie wie wszystko. Tak zdobyła pracę w Brand24, tak buduje lokalną społeczność. Jak mądrze wykorzystać potencjał serwisów społecznościowych? O to właśnie zapytałam Glorię.

Gloria, pracę w Brand24 zdobyłaś przebojowością i pomysłowością. Powiedz jak to się stało.

Latem 2015 roku Michał Sadowski opublikował na swoim profilu na Facebooku ofertę pracy dla Community Managera w Brand24. Główne wymagania były w zasadzie dwa: swobodne posługiwanie się językiem angielskim i i pokazanie w zgłoszeniu swoich osiągnięć i doświadczeń w dziedzinie budowania i zarządzania społecznościami online. Żadnego CV czy listów motywacyjnych. Załączyć miałam jedynie linki do prowadzonych profilów w serwisach społecznościowych. Doszłam do wniosku, że skoro najlepiej czuję się na Instagramie, to właśnie zamiast pisania suchego maila z linkami, pokażę jak wygląda to, co robię.
Założyłam profil instagramowy hiregloriazk, na którym w odwróconej kolejności (tak, aby zachować chronologię w trakcie przeglądania) umieściłam zdjęcia, a w opisach dodałam informacje o sobie, swoich doświadczeniach i o projektach które prowadzę.
Postanowiłam ograniczyć się do sześciu postów, aby – tak jak prosili – za dużo o sobie nie pisać 😉 i żeby dopasować się do wyświetlania na ekranie telefonu.
Przygotowałam zdjęcia i opisy i dodałam je w odpowiedniej kolejności, bez tagów i oznaczeń, aby konto było niewykrywalne dla użytkowników Instagramu. Konto było publiczne, widoczne dla wszystkich, natomiast brak hashtagów nie pozwalał odnaleźć tych zdjęć – nie chciałam przypadkowego ruchu. Tagi które tam są teraz, zostały dodane później. Nie oznaczyłam także Sadka [przyp. Michał Sadowski], ani nikogo z Brand24 (sam Brand nie miał wtedy jeszcze firmowego konta na Instagramie). Natomiast w opisie profilu (tzw. bio) wymieniłam nazwę firmy pisząc „Hi Brand24! I wonder how quickly you will find my application 🙂 ” i podałam adres e-mail do kontaktu.
Brand24 wprowadził wtedy możliwość monitorowania Instagramu, byłam ciekawa czy i kiedy wychwycą mój profil i czy będzie jakaś reakcja. Był naprawdę późny piątkowy wieczór, więc najzwyczajniej w świecie poszłam spać. Na drugi dzień rano okazało się, że „wygrałam Internety”, bo Michał na swoim profilu opublikował ten post:
Efekt był taki, że kilka dni później miałam pierwszą rozmowę na Skype z Mickiem Griffinem, który tworzył nowy zespół Community Marketingu w Brand24. Nie da się ukryć, że też był pod wrażeniem, zarówno pomysłu, jego realizacji jak i odrobiny ryzyka, które podjęłam. W sierpniu odbyłam staż, a od września rozpoczęłam pracę i na stałe dołączyłam do #teamBrand24.
Ten mój rekrutacyjny profil nadal znajduje się na Instagramie, m.in. dlatego, że bywa przykładem na prezentacjach z tematyki employer brandingu czy budowania wizerunku.

Prowadzisz nie tylko profil Brand24, ale m.in. rozwijasz IgersKrakow. Skąd taka inicjatywa?

Igersi (ang. instagramers), to lokalne grupy fotografów mobilnych, zebrane wokół profilu i hashtagu, których nazwy złożone są z członu “igers” i nazwy miasta. Na przykład nasza krakowska grupa to igerskrakow. Są to osoby, które przede wszystkim smartfonami uwieczniają w swoich kadrach miasto i życie w nim, a potem publikują je na Instagramie i oznaczają tagiem #igersnazwamiasta. Istotą grupy są także spotkania i wspólne fotografowanie.
Pierwsza grupa igersów została założona przez Phila Gonzaleza w Madrycie w 2011 roku. Jest to pierwsza społeczność założona wokół aplikacji mobilnej oddolnie, przez jej użytkowników i powstała z potrzeby poznania się i spotkania z innymi użytkownikami aplikacji w swoim mieście. Na świecie istnieje już ponad 500 grup instagramerów, w Polsce igersi działają w 25 większych i mniejszych miastach.
Pomysł, aby zająć się IgersKrakow powstał dość spontanicznie i wynikał z tego, z czego narodziła się cała idea ruchu Instagramers. To chęć poznania osobiście osób, które fotografują w okolicy i które zna się „z widzenia” na Instagramie.
To wymiana doświadczeń, pomysłów, oraz wspólne fotografowanie. To bardzo mobilizuje, rozwija i pozwala odkrywać nowe miejsca i nowe spojrzenie na fotografię.
Kiedy na dobre wkręciłam się w Instagram zauważyłam, że kilka miast w Polsce, i wiele na świecie, ma swoje profile igers. Profil krakowski też już istniał, ale poza kilkoma zdjęciami opublikowanymi rok wcześniej nic się tam nie działo. Zapytałam na facebookowej grupie InstagramPL co dzieje się z IgersKrakow, zwracając uwagę na wielki potencjał naszego miasta. Jarosław Marciuk (prowadzący grupę IgersPoland) odpowiedział, że profil aktualnie nie jest aktywnie prowadzony i jeśli tylko mam ochotę, a założyciel wyrazi zgodę na jego przekazanie, mogę się nim zająć. Napisałam, że bardzo chętnie podejmę się tego wyzwania. Wtedy pojawił się kolejny komentarz w wątku. Marlena Jałoszyńska napisała „Ja też chcę!”. Nie znałyśmy się wcześniej. Wymieniłyśmy kilka zdań w prywatnych wiadomościach i umówiłyśmy się na spotkanie. Tak się poznałyśmy. Przygotowałyśmy spis pomysłów i plan rozwoju profilu. Niecały tydzień później, po rozmowach z Gonzalito, założycielem profilu, otrzymałyśmy dostęp do konta IgersKrakow i kilka wskazówek na dobry początek.
To był lipiec 2014. Po ośmiu miesiącach działania, jedynie na Instagramie, i szybkim wzroście grupy obserwujących, w marcu 2015 roku zorganizowałyśmy pierwszy Instameet, na którym pojawiło się ponad 20 osób.
Instameet to spotkanie, podczas którego wspólnie fotografujemy w danym miejscu. Jest to doskonała okazja do poznania się i kreatywnej współpracy.
Dwa tygodnie później odbył się kolejny, jeden z naszych największych. Była to także pierwsza współpraca z instytucją. #Icekrakowinstameet, bo o nim mowa, zgromadził 65 uczestników. To był nie tylko ogromny sukces dla naszej grupy, ale i sukces PR-owy dla Centrum Kongresowego ICE w Krakowie. To m.in. dzięki temu wydarzeniu zajęli II miejsce w konkursie Złote Spinacze skierowanym do branży PR w kategorii PR miejsca, miasta lub regionu. Dzięki tej współpracy poznaliśmy też potencjał takich działań i mogliśmy zacząć opowiadać o tym na różnego rodzaju spotkaniach i konferencjach branżowych.
W 2016 roku do ekipy managerów IgersKrakow dołączył Dominik Kawula i obecnie we trójkę koordynujemy działanie grupy. Naszym głównym zadaniem, jako community managerów, jest budowanie i integracja społeczności wokół profilu IgersKrakow i hashtagu #igerskrakow. Codziennie przeglądamy zdjęcia z hashtagiem, a najlepsze z nich udostępniamy na profilu grupy. Co tydzień wybieramy Zdjęcie Tygodnia, a w ramach nagrody jego autor otrzymuje od nas, poza tytułem, publikację wybranego przez siebie zdjęcia swojego autorstwa i możliwość zaprezentowania się przed całym gronem ponad 8000 odbiorców (dane na koniec maja 2017, liczba odbiorców rośnie z dnia na dzień).
Największym wyzwaniem pochłaniającym dużo czasu i pracy, jest organizacja instameetów i photowalków. Są to wydarzenia, podczas których Igersi mogą wejść do często niedostępnych na co dzień miejsc, by je do woli fotografować. Niektóre z tych wydarzeń organizujemy samodzielnie, jednak duża część z nich powstaje we współpracy z PRowcami i marketingowcami tych ciekawych miejsc znajdujących się na terenie Krakowa.
Byliśmy już m.in. w Centrum Kongresowym ICE, na lotnisku Kraków Airport oraz w Wojskowej Bazie Transportowej w Balicach czy Ekospalarnii śmieci. Podglądaliśmy przygotowania do otwarcia wystawy w Muzeum Narodowym, chodziliśmy po dachach Galerii Krakowskiej, fotografowaliśmy opuszczone szkoły, pałace, schrony i budynki użyteczności publicznej.
Staramy się, aby wydarzenia były różnorodne na tyle, żeby dostarczały nowych doznań, fotograficznych wyzwań i przyciągały kolejne osoby.
Ostatnia współpraca zaowocowała spełnieniem naszego kolejnego marzenia – jesteśmy w trakcie przygotowań do wernisażu pierwszej wystawy fotografii krakowskich igersów.

Jaką rolę pełni IgersKrakow w budowaniu lokalnej społeczności?

IgersKrakow jest lokalną społecznością. Bardzo cieszy nas, że na każdym instameecie pojawia się dużo osób. Część z nich to stały zespół, który zawsze jest z nami, ale za każdym razem pojawiają się nowe twarze – to dla nas ogromna radość. O sile społeczności świadczy także fakt, że Igersi sami wyszli z inicjatywą spotykania się poza instameetami – na pogaduchy, rozmowy o doświadczeniach, zdjęciach, ale i o zupełnie niezwiązanych z fotografią sprawach. Tak powstał cykl spotkań #igerskrakownaluzie.

Czyli Instagram i hashtag przyczyniły się do zbudowania i umocnienia tej społeczności. Myślę, że to działanie, które inne miasta powinny naśladować. A kim są krakowsy igersi?

Uczestnicy naszych fotograficznych spotkań to osoby w różnym wieku. Przeważająca część jest w wieku 20-30 lat, ale nie brakuje też młodszych i starszych Igersów. Kobiety i mężczyźni, studenci, uczniowie, osoby pracujące. Część to rodowici krakowianie, inni są przyjezdni, mamy też wielu studentów z Ukrainy. Spotkania z nami dla wielu osób są okazją do poznania ludzi (i ciekawych miejsc) w nowym mieście, do którego przybyli. Każdy jest inny i to jest piękno tej społeczności. Bez względu na pochodzenie, wiek, zawód czy inne zainteresowania łączy nas wszystkich pasja do fotografii mobilnej. To ona jest tu wspólnym językiem i początkiem znajomości. Nawet gdy przychodzisz po raz pierwszy na spotkanie, nie ma tego momentu „co by tu zagadać”, bo każde pytanie na temat fotografii, czy samego Instagramu, uruchamia dyskusję, która często kończy się już w zupełnie innej tematyce.
Zdecydowana większość Igersów to amatorzy fotografii mobilnej, nie zawodowi fotografowie. To osoby, które same uczą się i szlifują swoje umiejętności. Spotkania w grupie, wspólne wyjście „na łowy” pobudzają kreatywność, pozwalają poznać inne spojrzenie na fotografię, dają okazję do rozmowy, wymiany doświadczeń i uczenia się od siebie nawzajem. Wystarczy zobaczyć na Instagram pod tag z wybranego instameetu, żeby przekonać się jak różne mogą być spojrzenia i kadry tych samych miejsc, żeby dostrzec jak wiele można nauczyć się od siebie i jak bardzo różne osoby przychodzą na takie spotkania.
Świetnie jest widzieć, jak te relacje wzmacniają się i skutkują przyjaźniami czy współpracami.
Wymiana wiedzy, doświadczeń, rozwijanie się, wzajemne motywowanie i inspirowanie, współpraca, znajomości, przyjaźnie – to największa wartość bycia częścią społeczności instagramerów.
Dostęp do ekskluzywnych miejsc, współprace z markami, możliwość zajrzenia w miejsca niedostępne dla widowni lub obejrzenia budynku czy wystawy przed jej oficjalnym otwarciem, a co za tym idzie niepowtarzalne kadry, bardzo szeroka tematyka zdjęć, spontaniczna współpraca kreatywna – to profity udziału w Instameetach.
Dla nas jako managerów możliwość poznania tylu wspaniałych ludzi, zarówno uczestników, jak i współorganizatorów Instameetów, praktyka i doświadczenie, które zdobywamy, przygotowując każdy kolejny event to dodatkowe bonusy. Jest to też świetna okazja do wykazania się organizacyjnie. Ja sama – właśnie dzięki działalności w IgersKrakow – i doświadczeniu, które pozwoliło mi to zbudować, zdobyłam świetną pracę.

Wiele się mówi o pustych lajkach, które nic nie niosą. Czy aktywność na profilu instagramowym przełożyła się na jakieś działania prospołeczne?

Wielu z nas, igersów, dzięki profilowi, wspólnemu hashtagowi i spotkaniom „w realu” poznało wiele osób i miała szansę dołączyć do wielu ciekawych inicjatyw w naszym mieście. Dzięki kontaktom i doświadczeniu, które zdobywamy możemy wchodzić we współprace, współorganizować inne wydarzenia w Krakowie.
Jako profil IgersKrakow zawsze chętnie współpracujemy z instytucjami miasta i kultury czy organizacjami społecznymi. Dzięki temu mamy realny wpływ na budowanie wizerunku tych instytucji, promowanie kultury, czy – jak ostatnio – zachęcamy do udziału w wydarzeniach organizowanych przez organizacje pożytku publicznego. Takie działania to dla nas ogromna radość i satysfakcja. Nie dość, że sami możemy wziąć udział w czymś wielkim, to mamy świadomość, że nasze zasięgi pozwalają dotrzeć do szerszej publiczności i wspomóc rodzimą kulturę i działania prospołeczne.

Czy miasto wychodziło do Was z jakąś inicjatywą, by zrobić coś dla promocji Krakowa wśród turystów?

Współpracowaliśmy z Krakowskim Biurem Festiwalowym, z oddziałami Muzeum Narodowego w Krakowie, Krakowskim Holdingiem Komunalnym, czy Małopolskim Instytutem Kultury. Są to instytucje miejskie, jednak dotąd nie zdarzyła nam się współpraca z miastem, w rozumieniu Urzędu Miasta.
O tym, że działanie z instagramerami mają wymierne efekty dla promocji turystyki miasta świadczyć mogą propozycje i współprace, które podejmujemy. Ostatnio z jednym z krakowskich hoteli Novotel. Warto też wspomnieć szereg współprac i akcji przeprowadzonych przez IgersGdansk z tamtejszymi jednostkami miasta. My ze swojej strony jesteśmy otwarci na takie działania i jeśli nadarzy się okazja na pewno taka współpraca przyniesie świetne efekty.
A propos turystyki, warto dodać, że bycie igersem to atut, kiedy podróżujemy po świecie. Dzięki lokalnej grupie jesteśmy w stanie w wielu miejscach na świecie znaleźć nowych znajomych, zwiedzić z nimi miasto, zajrzeć w jego w mniej turystyczne zakątki.
My sami często otrzymujemy zapytania od turystów odwiedzających Kraków dokąd iść, co zobaczyć, gdzie zrobić zdjęcia.
Sama, wyjeżdżając do innego miasta, chętnie podpatruję profile lokalnych igersów i podpytuję ich o wiele rzeczy. Super, jeśli odbywa się wtedy tam jakiś instameet czy spacer fotograficzny do którego można dołączyć.

Było pozytywnie, to teraz zmienię nieco nastrój. Jak odnosisz się do doniesień naukowców, którzy są zaniepokojeni narcyzmem naszych czasów. Serwisy społecznościowe to spotęgowanie samozadowolenia, a Instagram – ze względu na swoją wizualność – szczególnie.

Serwisy społecznościowe, to kolejne narzędzie, które zostało nam dane na drodze ewolucji i postępu technologicznego. To jak je wykorzystamy zależy tylko wyłącznie od nas. Podobnie zresztą odpowiadam na zarzuty, że na Instagramie możesz obejrzeć wyłącznie selfie z dzióbkiem czy zdjęcia jedzenia. To co oglądasz zależy od Ciebie, Ty jesteś projektantem swojego feedu.
Wracając do pytania. W wieku dojrzewania, kiedy atencja jest bardzo ważna dla samooceny, kiedy hormony sprawiają, że opinia innych potrafi dodać nam skrzydeł lub wpędzić w depresję, media społecznościowe mają bardzo duży, niekoniecznie korzystny wpływ na młodych ludzi. Tutaj bardzo ważna jest rola edukacji.
Jestem zdania, że już w szkole powinniśmy uczyć dzieci i młodzież świadomego i odpowiedzialnego korzystania z nowych mediów. To przyda im się w dalszym życiu, karierze, relacjach z ludźmi.
Wśród osób, które wychowywały się w erze przed dostępem do internetu, nadal relacje z ludźmi, te rzeczywiste, w świecie offline, mają największe znaczenie. Oczywiście nie chcę generalizować, bo od każdej reguły znajdą się odstępstwa. W kręgach w których ja się poruszam, mimo,że jest to swoista bańka social media, mogę wskazać mnóstwo przypadków, kiedy młodzi ludzie świadomie i bardzo rozsądne korzystają z Instagrama czy innych społecznościówek. Widzę, że potrafią wykorzystać ich potencjał w budowaniu swojej reputacji, kariery, zdobywania wiedzy czy kontaktów.

Coraz więcej osób z młodego pokolenia wykorzystuje media społecznościowe jako bramę do realizacji marzeń i celów, oraz co mnie ogromnie cieszy, do budowania relacji z ludźmi w prawdziwym świecie.

Doradzasz osobom prywatnym w budowaniu ich strategii komunikacji. Z czym najczęściej borykają się osoby, które proszą Cię o pomoc?

Z brakiem pomysłu. To znaczy, im się tak wydaje. Z reguły nasza  rozmowa zaczyna się od słów, że „niby coś tam wrzucam na ten swój profil, ale wszystkiego po trochę, nieregularnie, nie mam pomysłu na to jak to ma wyglądać, no i te zdjęcia nie są takie ładne jak na innych profilach”.
Zawsze zaczynam od analizy zawartości profilu danej osoby. Staram się opisać obraz, który wyłania się zarówno ze zdjęć, jak i opisów czy używanych hashtagów. Pytam również do czego prowadzenie profilu ma służyć danej osobie. To tak naprawdę jest kwestia zbadania potrzeb, określenia celu i wyznaczenia konkretnych kroków budowania wizerunku, bądź uzupełnienia lub wzmocnienia wizerunku budowanego w innych kanałach social media.
Często zdarza się bowiem, że Instagram jest kolejnym kanałem uruchamianym przez daną osobę i powinien mieścić się w ogólnie przyjętej strategii. Bo strategię, pewien zamysł, pomysł na konto naprawdę ma każdy z nas. Ja tylko pomagam ująć to w słowa, a potem dobrać do tego odpowiednie metody. Często też dzielę się wskazówkami, które pozwolą robić sprawnie i szybko lepszej jakości zdjęcia (i bynajmniej nie jest to rada „kup lepszy telefonł 😉 ) czy podpowiadam jak zawsze mieć „w zapasie” content do opublikowania.
Bardzo istotne są te analizy i rozmowy, bo najważniejsze jest, aby profil był naturalny.
Są tematy fotograficzne, w których niektóre osoby czują się lepiej, w innych gorzej. Tutaj w żadnym wypadku nie chodzi o zmuszanie się do czegoś i sztuczność, tylko o wykorzystanie zasobów i umiejętności, które mamy, uwydatnienie cech, które współgrają z wizerunkiem, który chcemy budować i odfiltrowanie tego, co dla naszych odbiorców nie jest istotne.

Przestrzegasz ich przed czymś?

Gdybym miała zebrać takie przestrogi, to chyba wskazałabym trzy najważniejsze punkty:
  1. Publikuj takie zdjęcia, które spokojnie pokazałbyś i swojej mamie i szefowi.
  2. Nie korzystaj z zewnętrznych aplikacji, które wymagają od Ciebie danych dostępowych do Instagramu, a nie są przez sam Instagram zaakceptowane. To niestety najczęściej kończy się przejęciem konta, utratą zdjęć i całego profilu.
  3. Nie wierz specjalistom, którzy obiecują bardzo szybki wzrost konta, napływ followersów i polubień. Najczęściej polega to na wykorzystywaniu zewnętrznych aplikacji, (patrz pkt. 2), kupowaniu botów, czy włączaniu profilu w grupy “wzajemnej adoracji”.
Liczba followersów naprawdę ma coraz mniejsze znaczenie, a dla nas, jako autorów, największe znaczenie powinna mieć jakość naszego grona odbiorców.

Na Facebooku współprowadzisz grupę InstagramPL. Jakbyś na jej podstawie opisała portret polskiego instagramowicza i instagramowiczki?

W dużej mierze jest to grupa, w której możesz poprosić o pomoc gdy coś dzieje się nie tak, spytać o poradę, wymienić się nowinkami. Gdybym tylko na tej podstawie miała opisać polskiego instagramowicza, to wyłoniłby się obraz osoby, która za wszelką cenę chce na instagramie publikować zdjęcia z poziomu komputera lub korzystała z niezaufanych aplikacji i jej konto zostało przejęte. Oba te tematy bardzo często przewijają się przez grupę.
Gdybyś zajrzała na inne grupy poświęcone tematyce Instagrama, pewnie wyciągnęłabyś wnioski, że typowy użytkownik to osoba której zależy tylko na poklasku, bo 90% postów, które tam znajdziesz to „oddaję z powiadomień” – czyli wymiana polubień i obserwujących.

Takie właśnie mam obserwacje z tych grup, dlatego Cię pytam jak to widzisz od kuchni.

Patrząc na użytkowników Instagrama w Polsce widzę, że wielu z nich ma świetne pomysły na prowadzenie swoich kont, które z sukcesami realizuje. Budują też wokół tych idei fajne społeczności. W naszej grupie na Facebooku jest wiele osób, które wykorzystują Instagram dla celów biznesowych i marketingowych. Omawiamy więc nowe opcje i możliwości wprowadzone przez Instagram, wymieniamy się przykładami dobrze prowadzonych kont, inspirujących kreacji i realizacji kampanii.

Każdy serwis ma swoje ciemne strony. Co Twoim zdaniem jest ciemną stroną Instagrama i jego użytkowników?

Myślę, że to co trawiło Facebooka jakiś czas temu, czyli farmy lajków i ciśnienie na liczby. Kiedy Facebook rozpoczął czystkę i usprawnił algorytm, profile z kupionymi polubieniami zaczęły mieć znaczny problem z dotarciem do odbiorców ze względu na niski współczynnik zaangażowania.
Na Instagramie algorytm jest jeszcze w dość wczesnej fazie rozwoju i póki co najczęściej denerwuje użytkowników wyświetlaniem postów w kolejności dalekiej od chronologicznej, czy przycinaniem zasięgów kont biznesowych.
Mimo to, nadal istnieje wiele kont, które kupują polubienia, albo zbierają followersów w dość agresywny sposób. Dopóki algorytm nie będzie w pełni działał i dopóki marketerzy będą oceniać wartości konta jedynie przez te główne liczby umieszczone u góry profilu, te praktyki będą trwały i miały się dobrze.
Dużą bolączką są też kradzieże cudzych zdjęć i wykorzystywanie ich na swoich profilach. Dotyczy to w szczególności fotografów oraz dużych i dobrze prowadzonych kont blogerów.

Wiele osób mówi, że nie lubi Instagrama za sztuczność. Jest coś, czego Ty nie lubisz w Instagramie?

Na pewno jest kilka rzeczy które mnie denerwują, lub których po prostu mi brakuje. Np. kontynuując temat algorytmu, brakuje mi przełącznika, który pozwoliłby na zmianę feedu i oglądanie go w zależności od potrzeb w kolejności chronologicznej lub wg popularności, podobnie jak to ma miejsce na Facebooku.
Również dostarczana przez Instagram analityka dla kont biznesowych mogłaby być nieco bardziej rozbudowana i szczegółowa.
Jeśli chodzi o to, co mnie denerwuje, to niektóre zmiany. I o ile zawsze staram się na nie patrzeć przez pryzmat możliwości i od razu kombinuję jak można je fajnie wykorzystać w działaniach, np. marketingowych, o tyle jestem nieco tradycjonalistką i dopuszczenie formatu zdjęć innego niż 1:1, czy wprowadzenie filtrów w Stories, uważam za zbędne. Dobrze, że w tym kopiowaniu odpuścili chociaż nakładkę z psią mordką 😉
Zmiany są potrzebne. Zarówno narzędzie musi się rozwijać, jak i zmieniają się nasze potrzeby i to od nas zależy czy i jak te zmiany wykorzystamy.
Czy Instagram jest sztuczny? Hmm.. pokazuje raczej te ładne i przyjemne momenty życia, co może zostać odebrane jako sztuczność. Ja to raczej postrzegam jako rodzaj filtru informacyjnego. To, że generalnie na Instagramie ludzie są mili dla siebie i nie obrzucają się błotem jest fajne. Dobrze czasem wskoczyć w taki pozytywny świat.
Sztuczność potęgują akcje, w których biorą udział instagramowicze, polegające na usilnym promowaniu konkretnych produktów na swoich zdjęciach, oczywiście za wynagrodzeniem. Niestety, najczęściej nie potrafią tego zrobić w fajny, naturalny i zachęcający sposób. To spowodowało, że patrzę podejrzliwie na każde zdjęcie czekolady czy napoju zamieszczone na Instagramie. Ale biorę też poprawkę na to, że to może być skrzywienie marketera. 😉

Oj tak. U mnie produkty na Instagramie od razu zapalają czerwoną lampkę. To na koniec powiedz jeszcze… jakim szefem jest Michał Sadowski 😉

Dynamicznym 🙂 Stawia na innowacje, nie boi się wdrażania nowych pomysłów i strategii. Lubi mieć rękę na pulsie, wiedzieć co się dzieje, jak przebiega realizacja planów, ale jednocześnie daje dość dużo wolności w ich realizacji, zachęca do kreatywności i wprawiania nowych idei w ruch w myśl zasady, że lepiej prosić o wybaczenie, niż pozwolenie.
Z jednej strony jest kumplem, któremu ma się ochotę zaimponować swoimi działaniami i najzwyczajniej w świecie dobrze się z nim rozmawia. Z drugiej, jest po prostu fajnym człowiekiem, który zawsze pyta czy może w jakiś sposób pomóc, gdy bierzesz wolne z powodów rodzinnych czy jesteś chory. Jeśli liczyłaś na pikantne szczegóły, to musiałabyś spytać kogoś, kto pracuje z Michałem 5 dni w tygodniu w biurze we Wrocławiu 😉

Nie. Pikantny to niech Michał je kebab 😉 Bardzo dziękuję za rozmowę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *