Marihuana czy wifi? Hippisi internetu!

Dlaczego nie widziałam, że robię zdjęcie sprzedawcom marihuany? Czego dziś powinniśmy uczyć się od hippisów? Czy kiedyś zaczną powstawać offline’owe dzielnice? Zobacz sam!

W ostatnich dniach Internet obiegło zdjęcie z wizyty papieża w USA, na którym zapatrzona i zamyślona staruszka celebruje daną chwilę, a obok niej wszyscy mają ten sam obraz, ale przefiltrowany przez ekran smartfona.

12068462_634064419470_7678131019837502386_o

Przecież to niedorzeczne, by dziś nie uwiecznić takiej chwili, a później jeszcze nikomu o tym nie powiedzieć, czyli nie udostępnić w serwisach społecznościowych! Właściwie to najlepiej zrobić to od razu! Albo w formie snapa (dla niezorientowanych: mam na myśli Snapchata), albo jeszcze lepiej za pomocą relacji wideo na żywo. A staruszka okazuje się być prawdziwą… hippiską! Tak, hippiską! Angielskie hippie pochodzi od słów to be hip, co oznacza żyć na bieżąco, dniem dzisiejszym. Coś, z czym mamy coraz większy problem.

Sama uwielbiam fotografować i zazwyczaj w nowe miejsca zabieram ze sobą aparat. Zauważyłam jednak, że choć czasami przez obiektyw widzę więcej, a przynajmniej tak mi się wydaje, to utrudnia to przeżywanie danej chwili na sto procent. Dlatego z tygodniowego wyjazdu przywożę ostatnio 1000, a nie jak zazwyczaj 2000 zdjęć. Heh… Takie pstrykanie i zafiksowanie się na ujęciach daje jednak ograniczone pole widzenia. I na tym złapałam się w Christianii.

Utopijne Wolne Miasto

Celem projektu jest stworzenie samostanowiącej się społeczności, gdzie każda jednostka jest odpowiedzialna za siebie, będąc jednocześnie integralną częścią naszej wspólnoty.

Czy chodzi o Facebooka? Nie! To właśnie Christiania, czyli Wolne Miasto, część Kopenhagi w dzielnicy Chrisianshvan. Christiania zasłynęła jako ośrodek ruchu hippisowskiego i generalnie kultury alternatywnej, ale mówi się, że lata świetności ma już za sobą. Czy aby na pewno?

– O! Timon i Pumba, Hakuna Matata! Uradowana tanzańskimi, dobrze znanym mi motto, sięgam po aparat i celuję bezrefleksyjnie wielkim obiektywem w budkę ze zdjęcia, kiedy nagle ktoś klepie mnie po ramieniu i mówi – Hej, tu nie można robić zdjęć. Możesz mieć problemy, więc dla swojego dobra lepiej schowaj aparat.

DSC_0192

Wtedy zobaczyłam, że w budce z bohaterami z Króla Lwa jest dwóch zamaskowanych mężczyzn, którzy sprzedają tam marihuanę i inne zioła, a dookoła właściwie wszędzie są tablice, które informują o zakazie fotografowania i używania telefonów. Robiłam zdjęcie dilerom, co chyba nie było najlepszym pomysłem… Ale jak mogłam nie zauważyć znaków, które później wszędzie widziałam?? Ano mogłam. W taki właśnie sposób patrzy się na świat, kiedy nakładamy na bezpośrednie spojrzenie kolejne filtry i ekrany.

Lewa ręka browar, prawa ręka skręt

OK, nie będzie zdjęć. Schowałam aparat i zaczęłam chłonąć atmosferę Christianii. Ludzie w każdym wieku, kilka scen, wszędzie muzyka i zapach marihuany. Wielka impreza, w końcu trwają urodziny Christianii. Miałam poważną obawę czy następnego dnia wpuszczą mnie do samolotu całkowicie przesiąkniętą zapachem trawki 😉

DSC_0194 2 DSC_0193

Rozglądam się dookoła. Nikt nie ma smartfona! Zresztą to nawet operacyjnie byłoby trudne, bo wszyscy mają ręce pełne roboty. W prawej skręt, w lewej browar. Nikt nie nagrywa koncertów, nie robi sobie samojebek, nie odpisuje na strumień niekończących się wiadomości.

To właśnie takie miejsca jak Christiania, będziemy doceniać coraz bardziej. Miejsca, gdzie jesteśmy offline, a jednocześnie jesteśmy w pełni połączeni z innymi. Absolutne tu i teraz, z uważnością dla osób, które są obok.

Niewolnicy Facebooka

Christiania ma swój kodeks, nie ma tam wstępu policja, a przynajmniej takie są ustalenia. Podobno dawniej zdarzały się naloty, ale mieszkańcy Wolnego Miasta również na to mają swoje sposoby. Nawet nie powinno się tam biegać, by nie zostać posądzonym o kradzież i nie wprowadzać nerwowej atmosfery.

O Christianii mówi się, że jest wizją w pełni wolnego, utopijnego społeczeństwa. Skojarzenia z Facebookiem są naturalne. Do tego jeszcze tytuł mojej pracy magisterskiej: Facebook. Społeczeństwo utopijne czy destrukcyjne. Sam Zuckerberg również wielokrotnie mówił o Facebooku, że jest wizją utopijnej wolności. Złudnej wolności, od której uzależniliśmy się i której jesteśmy niewolnikami… A wyłączając się widzimy i czujemy więcej.

DSC_0191 DSC_0172

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *