Content marketing – jak to wszystko się zaczęło?

Moim ulubionym słowem jest słowo… dyscyplina. Nie dlatego, że mam taki zdyscyplinowany charakter. Wiem po prostu, że nie ma lepszej metody na osiąganie celów i marzeń niż działanie. A do tego właśnie potrzebujemy samodyscypliny.

Kilka tygodniu temu w agencji odwiedziła mnie Magdalena @madziorekattack Daniłoś. Wiedziałam, że będziemy nagrywać rozmowę, ale przede wszystkim spodziewałam się rozmowy o content marketingu. Na rozgrzewkę zapytałam Magdę pół żartem, pół serio:

– O czym będziemy rozmawiać?

– O Tobie!

Oczywiście jak większość twórców treści internetowych (czyli większość z nas…) jestem zaabsorbowana sobą, ale rozmowa ze mną o mnie jednak mnie zaskoczyła. I wywołała refleksję na temat mojej ścieżki zawodowej, bo słowa kariera jakoś nie lubię, choć pada ono w rozmowie (wideo na samym dole). Od czasu do czasu słyszę też pytanie jak to wszystko się zaczęło i pomyślałam, że warto się podzielić moją dotychczasową drogą i refleksjami. A to i tak wszystko w dużym skrócie.

Dodatkowo, inspiracją są tutaj moi studenci. Prowadzę zajęcia na kilku uczelniach od pięciu lat i obserwuję jak ciężko młodym ludziom zdecydować o tym, co chcą w życiu robić. Albo zastanawiają się jak w ogóle wskoczyć na tę karuzelę własnej ścieżki zawodowej. I o ile kiedyś niesamowicie wkurzała mnie odpowiedź – nie wiem, zobaczymy co życie przyniesie – to dzisiaj już jestem pewna, że takie myślenie ma sens, choć nadal uważam, że dobrze jest mieć plan.

W moich snach wciąż Warszawa

Z zawodów, które sobie kiedyś wymarzyłam najpierw była dentystka. Zupełnie nie wiem dlaczego. Chyba uznałam, że stomatolog to dobrze płatny zawód, ale to musiała być jakaś krótka fanaberia. Później była pianistka. No, ewentualnie nauczycielka w szkole muzycznej. Ale, choć nadal gram, to jednak edukację muzyczną skończyłam na I st. Szkoły Muzycznej. Odpadło. Później długo, długo nic, aż w końcu zbliżała się matura. Pisać uwielbiałam, w liceum założyłam szkolną gazetkę, a pierwsze wydania Faktów TVN oglądałam z wypiekami takimi jak dziś dzieci, które oglądają Violettę (gwiazdę argentyńskiego serialu). Dziennikarstwo! Wiadomo! A jeśli świat wielkich mediów to tylko Warszawa.

Jeździłam więc w co drugi weekend z Żywca na kursy. Taki sprytny model biznesowy Uniwersytetu Warszawskiego. Zrobimy takie egzaminy, do których tylko my możemy przygotować. Determinacji nie można mi było odmówić. Wsiadałam do pociągu – legendarny Batory – o 23, by o 5 rano być w Warszawie i o 8 zacząć zajęcia na Nowym Świecie. Wracałam w niedzielę o 1 w nocy przysypiając nad książką do historii, bo przecież matura zbliżała się wielkimi krokami. Tylu żołnierzy ile poznałam w tamtym czasie, to już chyba nigdy w życiu nie spotkam. Dziś już chyba żołnierze nie jeżdżą na przepustki PKP. A przynajmniej nie jeżdżą w mundurach.

Internet czy telewizja?

Pierwsze mieszkanie, które wynajmowałam w Warszawie było na rogu Złotej i Żelaznej. W tym samym bloku mieszkał Rafał Ziemkiewicz, a za rogiem była redakcja Rzeczpospolitej. – Ah, jakie to byłoby piękne pracować w prawdziwej redakcji – pomyślałam któregoś dnia. I dosyć szybko uznałam, a czemu nie spróbować? W dziennikarstwie najlepsza jest praktyka. Wysłałam więc swoje CV w wielkiej kopercie (szybciej byłoby zanieść je osobiście… ale do kogo?) i czekałam.

A długo czekać nie musiałam. Chyba po prostu miałam farta, bo po dwóch tygodniach zadzwoniła do mnie Regina Skibińska, redaktorka w Rzeczpospolitej, świetna dziennikarka, i zaprosiła mnie na rozmowę. – Dział online? OK, od czegoś trzeba zacząć – taka była moja pierwsza myśl. Ale z drugiej strony – będę miała internet! Tak! W mieszkaniu zostałam przegłosowana – moi współlokatorzy woleli telewizję od internetu na stancji. Zostało mi więc oglądanie Faktów, a zdecydowanie już wtedy byłam entuzjastką internetu. Również dziennikarstwo internetowe wciągnęło mnie maksymalnie i z redakcji w ogóle nie miałam ochoty wychodzić. Ah, pamiętam swoje 19-ste urodziny. W redakcji była zorganizowana firmowa Wigilia, a ja, z lampką wina pomiędzy tuzami dziennikarstwa, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie.

Pierwsze lata w Warszawie płynęły między redakcją, a uczelnią. A kolejne zupełnie tak samo, tylko zmieniła się firma. Do Hubert Burda Media ściągnął mnie mój pierwszy szef z Rzeczpospolitej Online, Michał Adamczyk. Tak rozpoczęłam przygodę z CHIP-em, a tym samym ze światem nowych technologii. W CHIP-ie kierowałam pracami działu online – a jakże inaczej! – a jednocześnie rozbudzałam w sobie niesamowitą fascynację do świata w wymiarze 2.0. Idealne połączenie – humanistyka, dziennikarstwo, internet, nowe technologie i jeszcze do tego męskie towarzystwo, do którego przywykłam od dzieciństwa.

I tu pojawia się kolejny rozdział, czyli współpraca z braćmi. Po Burdzie przyszedł czas na InnovaWeb i rozwijanie projektów internetowych w rodzinnej firmie. Rodzinnej, bo prowadzonej przez moich trzech starszych braci. Tak, miałam się od kogo uczyć! A później już był Content King i content marketing i o tym więcej mówię w wywiadzie poniżej 🙂

Odwaga do konfrontacji z marzeniami

Kiedy Magda zadała mi pytanie o wymówki poczułam, że poruszamy bardzo bliski temat dla wielu osób. Każdy z nas znajdzie przynajmniej jedną wymówkę dla swoich niespełnionych marzeń. Całkiem niedawno usłyszałam też od pewnej osoby – w rozmowie o marzeniach – że moja sytuacja jest inna, że ja mam inne możliwości. Ale jak inna? Jakie możliwości? No chyba, że mówimy o moim życiu studenckim, które było bardzo na pół gwiazdka, bo najzwyczajniej w świecie wolałam noce (tak, noce również) spędzać w redakcji, a nie na imprezach.

Dzisiaj, kiedy czuję, że jestem na dobrej drodze zawodowej i w ogóle lubię swoje życie, mam kilka wniosków co do wybierania swojej ścieżki zawodowej i realizowania marzeń.

Po pierwsze, zajmuję się dziedziną, która w ogóle nie istniała, kiedy wybierałam swoją drogę zawodową. To na pewno przemawia za tym, że dobrze jest mieć na siebie pomysł, ale faktycznie warto pozostawać otwartym na to, co przynosi życie.

Po drugie, lepiej zapomnieć o słowach „siedź w kącie, a znajdą cię”. Nikt nie przyjdzie i nikt nas nie znajdzie. Szczególnie jeśli jesteśmy przeciętni. Warto mieć odwagę do konfrontacji z marzeniami i działać. Można się bać, ale to akurat nie przeszkadza w działaniu. Ja często boję się, a i tak coś robię.

Po trzecie, samodyscyplina i ciężka praca. Sorry… Znam osoby, które uważają, że ciężka praca to mit. Ja zweryfikowałam na sobie i wiem, że ciężka praca przynosi efekty, a na stres nie ma nic lepszego jak dobre przygotowanie. Na pewno są inne drogi, ale tutaj dzielę się wnioskami ze swojej własnej.

Po czwarte, warto się cały czas uczyć i nie pozwolić światu uciec. Obserwuję niemal każdego dnia wielu znakomitych specjalistów, którzy przegapili rewolucję internetową. Posługują się starymi narzędziami i technikami, których uczyli się jeszcze kilka lat temu. Dzisiaj kilka lat to przepaść. Jeśli na chwilę się zagapimy, odpuścimy sobie, przestaniemy obserwować, uczyć się, czy wreszcie przestaniemy być ciekawi świata, to on naprawdę nam ucieknie. Z podziwem patrzę na starsze osoby, które biegle posługują się nowymi technologiami i udowadniają, że wiek jest w głowie.

Po piąte, zapomnij o wymówkach. Moi fantastyczni znajomi – Kasia i Piotrek – prowadzą fanpage o nazwie „Odbieramy wymówki”. Mają dwoje małych dzieci, a ich życie zawodowe kwitnie. Zresztą nie tylko zawodowe. Skrajnych przypadków ludzi bez rąk i nóg już nawet nie będę rozwijać, ale o nich też staram się pamiętać, kiedy walczę z budzikiem i szukam wymówek. Okropna forma motywacji, wiem. Ale skuteczna.

Nie narzekaj, że jest ciężko, kiedy idziesz na szczyt

To teraz zapraszam na rozmowę, którą Magda nazwała rozmową o drodze na szczyt. Ja nazwałabym ją drogą do spełniania marzeń. Bo przecież jeszcze tyle szczytów jest do zdobycia.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *